niedziela, 27 lipca 2014

Ćwiczę, co lubię i jem, co lubię

Staram się być miłą osobą, ale ile razy przeglądam czyjeś wrzucone zdjęcia metamorfozy i czytam komentarze, mam ochotę dać upust swojej złośliwości i ironii. O czym dokładnie mówię?

„Co ćwiczyłaś?”, „Kiedy?”, „ile razy w tygodniu?”, „Co jadłaś?”, „Czego nie jadłaś?”, „Z jakim obciążeniem ćwiczysz?” (osobiście to ostatnie pytanie mnie trochę przeraża ;))

Jeszcze chwila i będą też pytania w stylu „Z jaką częstotliwością oddychasz?”, „Ile razy chodzisz do toalety?”.

No błagam! Ja wiem, że wiele metamorfoz jest naprawdę inspirujących oraz genialnych i fajnie wiedzieć, co dana osoba ćwiczyła, ale kiedy znaczna część osób ćwiczących zrozumie, że w aktywności fizycznej nie chodzi o chudnięcie?! To jedynie efekt uboczny. Najważniejsze jest czerpanie z tego przyjemności! Jakkolwiek banalnie to brzmi, to prawda i każda osoba, która ćwiczy dla siebie, to potwierdzi. Oto mój przykład: ćwiczyłam właściwie wszystko – od Chodakowskiej przez rower po HIIT. Kupiłam jakiś czas temu karnet na siłownię i właściwie po 1,5 roku mogę powiedzieć: TO JEST TO! Za każdym razem nie mogę się doczekać wejścia na salę J

Dlatego nie jestem fanką powielania czyjegoś treningu (owszem, można czerpać inspirację, włączyć do swojego planu podobne ćwiczenia, ale to co innego). Sztampowy przykład: Pani A robiła dziennie 200 przysiadów przez miesiąc i teraz ma pupę marzenie. No więc teraz wszystkie panie od B do Z będą robić to samo i potem jęczeć, że to lipa, że nie wierzą w tak szybkie efekty, bo u nich nic się nie ruszyło! Każde ciało jest inne i każde zareaguje inaczej na ten sam trening. Kolejny przykład: sama należałam do osób katujących  się setką przysiadów dziennie. Pomijam fakt, że kolana bolały mnie przez to niemiłosiernie, to efekty były słabe. A teraz? Wystarczą przysiady z obciążeniem 3 razy w tygodniu (3 serie po 10-12 powtórzeń) i już widzę znaczną poprawę!

Dlatego apeluję przede wszystkim do nowicjuszek: znajdźcie coś, co sprawia Wam przyjemność. Coś, co na samą myśl, sprawia, że nie możecie się doczekać treningu. Może i dłużej będziecie czekać na efekty, ale na pewno będą one długotrwałe. Bo jeśli już znajdziecie swoją dyscyplinę, to istnieje prawdopodobieństwo równe 0,99, że będziecie ćwiczyć tygodniami, miesiącami. W przypadku powielania schematów, wiele osób poddaje się już na początku, bo nie może wytrzymać z rutyną.

I to samo tyczy się jedzenia. Już nie mówię o stosowaniu jakichkolwiek diet, bo to istna głupota, ale o trzymaniu się zdrowych przepisów w 100%. Próbuj, eksperymentuj. Jeżeli coś Ci nie smakuje, to tego nie jedz, proste. Nawet jeśli jest uznawane za super żywność, daje rzekomo 100 do siły, 50 do wytrzymałości. Jedzenie jest zajebiste, a szczególnie to zdrowe, bo takiego bogactwa smaków nie poznałam przez jakieś 20 lat swojego życia, kiedy fit-lifestyle miałam głęboko gdzieś.

Dlatego ćwicz, co lubisz i jedz, co lubisz. Amen


źródło

sobota, 12 lipca 2014

Moje fit-zakupy

Jak już pisałam na fb, nie dałam się wyprzedażom i nadal dzielnie trzymam się z daleka od sklepów, mimo że mijam je kilka razy w tygodniu. No ale nie byłabym prawdziwą kobietą, gdybym jednak czegoś nie kupiła… :D Usprawiedliwienie: moje zakupy są zdecydowanie w stylu fit. W końcu J

Najpierw pochwalę się moim nowym lunchbox’em Sistema, który od razu powiedział do mnie „Mamo!”. Nie mówię tu już o jego boskim fioletowym kolorze, ale funkcjonalności. Posiada jedną dużą przegrodę (np. na kanapkę, sałatkę, makaron) oraz 3 mniejsze, które będą idealne na owoce, dodatki (właściwie to na wszystko, czego zapragnę). Dodatkowo mam dołączoną buteleczkę na sok czy wodę. A to wszystko za śmieszne pieniądze: 24,99!




Jeżeli jesteśmy już w temacie jedzenia, to mam bardzo ważną informację! Wszyscy miłośnicy masła orzechowego niech pędzą do Marks & Spencer (oczywiście jeśli macie taką możliwość). Mają świetną promocję: drugi produkt za 50%. Tym oto sposobem kupiłam dwa słoiczki za 13,50 zł J Co ważne: zawartość orzechów 90%! A masło smakuje obłędnie, chociaż wersja crunchy chyba bardziej mi podpasowała!


Z ciuchów udało mi się upolować spodenki Asics oraz leginsy Nike. Spodenki w tym stylu marzyły mi się od dawna i w końcu na nie trafiłam. Dodatkowo mają kieszonkę tyłu idealną na iPoda czy klucze. A leginsy upolowałam na dziale dziecięcym w TK Maxx i to chyba mój interes życia, bo dałam za nie 60 zł.



I jeszcze ostatnia rzecz: stanik New Balance. Stwierdziłam, że najwyższa pora kupić sobie coś porządniejszego, za co cycki mi się za kilka lat odwdzięczą.


Póki co jestem bardzo zadowolona z zakupów. Mam nadzieję, że jak już zacznę użytkować swoje nabytki, nie rozczaruję się.

Tak przy okazji: wiecie może, kiedy kończą się wyprzedaże? I druga sprawa, z jakiego sklepu polecacie najzwyklejsze basic’owe t-shirty czy też topy? Ciągle nie mogę trafić na nic porządnego (np. T-shirt z Mango wygląda jak znoszony po dwóch praniach) L

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Lipcowe plany

Deszczowy i pochmurny czerwiec za nami, tak więc czas się zmobilizować i ogarnąć jakiś plan treningowy na lipiec. Czerwiec pod względem ćwiczeń był spontaniczny i nie wyszło mi to na dobre. Było za dużo przerw i za dużo tak zwanego "pitu-pitu". Ale teraz zaczyna się cała zabawa... Otóż jestem już po pierwszych dwóch tygodniach na siłowni, więc wdrożyłam się (a dokładnie to moje mięśnie) już na tyle, aby zacząć coś bardziej konkretnego.


Postawiłam na Full Body Workout, który będzie iść według następującego schematu.

czwartek, 26 czerwca 2014

Życie idealne

Ostatnio zauważyłam, że za dużo czasu spędzam w sieci. Chociaż powinnam to sformułować inaczej: niczego dobrego, nowego i ciekawego stąd nie wynoszę.

Spędzamy godziny, szukając inspiracji, oglądając zdjęcia osób, miejsc, rzeczy niekiedy tak idealnych, że wydaje się, że one nie istnieją. Czytamy posty ludzi, którzy zgubili X kilogramów, odnoszą same sukcesy. To wszystko skumulowane daje zupełnie odwrotny rezultat niż chęć zmiany, dodatkowa motywacja. Brzmi znajomo?

Od dłuższego już czasu mam wrażenie, że stoję w miejscu. A dlaczego? Bo „inspirując się” gdzieś sobie zakodowałam, że nigdy nie będę taka i owaka, wszystko miało jakieś warunki. Moje życie wydawało mi się nędzne i szare, najbardziej dopracowana stylizacja mi nie pasowała, a przytulny pokoik nigdy nie osiągnął wymarzonego wyglądu w iście skandynawskim stylu.

I tak sobie żyłam gdzieś z boku samej siebie, ale na szczęście jakaś część mnie się zaczęła wyłamywać, krzyczała: „Halo! ogarnij się, zrób coś”.

Wiecie dlaczego moja egzystencja była szara, a ja wyglądałabym okropnie i w najdroższej sukni świata? Bo mnie w tym nie było. Niby takie proste, a czasami zajmuje lata, aby to pojąć.

Chcesz zmiany? Chcesz idealnego życia? To je takim uczyń. Przyznaję się: zazdroszczę ludziom, którzy mają jakieś swoje mniejsze-większe zdrowe nawyki, kobietom, które o siebie dbają (ja zawsze powtarzam, że jeszcze nie pora, jeszcze nie zasłużyłam). Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi ;)

Wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam od wypisania rzeczy, które w mojej ocenie sprawiają, że życie jest lepsze, zdrowsze i piękniejsze. Jest to chociażby rozciąganie o poranku albo zaczynanie dnia szklanką wody z cytryną. Mam trochę tych pomysłów i chcę z nich zrobić „plan idealnego dnia”. Pewnie z początku to będzie cholernie trudne (przestawić się ze znudzonego człowieka na człowieka spełnionego) i będę się czuć dziwnie, ale skoro chcę swojej wersji idealnego życia, to sama muszę ją wprowadzić J

Pamiętajcie, że motywacja to tylko bodziec do działania, a potem tylko ciężka praca i wyrabianie nawyków zbliża nas do sukcesu. Podziwiasz na zdjęciach smukłe figury, super zdrowe dania, świetne sposoby organizacji? To pamiętaj, że każda z tych osób, aby to osiągnąć, musiała zacząć. I każda z tych osób też ma tylko/aż 24h każdego dnia ;)

Ech, chyba w końcu dojrzałam do wprowadzania zmian. Wcześniej to było takie głaskanie się po głowie, ale teraz czuję, że to właśnie mój czas J  To pewnie ta siłownia tak dodaje sił i chęci do życia :D


niedziela, 22 czerwca 2014

Arbuzowe LOVE, czyli idealna sałatka na lato

Podczas gdy wszyscy zajadają się truskawkami, ja wybieram arbuza. Na truskawki zapewne najdzie mnie ochota po sezonie i tym razem już się na to przygotowałam – spore porcje już się mrożą. Arbuza uwielbiam za jego „sytość” – po dwóch solidnych kawałkach mam już dość. Do tego wspaniale orzeźwia, chociaż przy obecnej pogodzie nieszczególnie tego potrzebuję. Ciekawostka: arbuz nie zawiera znaczącej ilości witamin oraz minerałów. Dlatego więc warto go jeść?


- Zawiera  przeciwutleniacze (m.in.: likopen, beta-karoten, luteina, zeaksantyna i kryptoksantyna) czyli to, na czym zależy każdej kobiecie, aby walczyć z procesami starzenia.
- Polepsza przemianę materii i wspomaga pracę układu pokarmowego.
- Obniża ciśnienie krwi dzięki zawartości karotenoidów, magnezu, potasu, witamin A i C. Substancje te kontrolują poziom trójglicerydów we krwi.
- Wspomaga regenerację mięśni – cytrulina bierze udział w neutralizacji szkodliwego amoniaku.
- Działa jak… VIAGRA :D A to wszystko dzięki cytrulinie, która poprawia przepływ krwi.

A teraz zapraszam do mojego kącika kulinarnego, do którego powoli wraca wena ;)