poniedziałek, 27 października 2014

Najprostsze placki! Bez grama mąki, bez węgli, dużo białka

Dzisiaj mam dla Was przepis na najlepsze placki! Mają same zalety:
- są bardzo proste (4 składniki)
- bez grama mąki
- praktycznie bez węgli (pod warunkiem, że użyjecie stewii/słodzika)
- łatwo je modyfikować dodając np. cynamon, imbir, rodzynki itp.
- można ja jeść praktycznie o każdej porze dnia (świetnie pasują do lunchbox’a!)


Czego będzie potrzebować?
  1. Siemię lniane mielone – 3 łyżki
  2. 2 jajka
  3. Proszek do pieczenia – 1/3 łyżeczki
  4. „Słodzidło” (miód/cukier/stewia/ksylitol) – ilość wg własnych upodobań

Wykonanie:
  1. Bardzo dokładnie roztrzepać jajka ze „słodzidłem”.
  2. Dodać siemię lniane oraz proszek do pieczenia i wymieszać. Odstawić na parę minut.
  3. Smażyć na dobrej patelni bez tłuszczu (ewentualnie na oleju kokosowym).
  4. Podawać z ulubionymi dodatkami.


Przybliżona kaloryczność oraz rozkład BTW (liczyłam bez słodzidła, bo każdy doda coś innego):
- kcal 217
- BTW: 22,1 g/ 14,1 g/ 0,6 g

Jak widzicie macie posiłek bogaty w białko oraz zdrowe tłuszcze, a węglowodany możecie uzupełnić dodatkami w postaci owoców J

P.S. Placki mają specyficzny smak przez siemię lniane, ale wg mnie to kwestia przyzwyczajenia. 

sobota, 18 października 2014

Minimalizm po polsku

Szczerze powiedziawszy to nie mam zielonego pojęcia, jak dowiedziałam się o tej książce, ale pamiętam, że gdy tylko przeczytałam jej opis, 5 minut później zamówienie było już złożone.

źródło

Nie uważam siebie za minimalistkę, a przynajmniej nie przejawiałam zainteresowania tym nurtem. Jednakże po przeprowadzce do zupełnie nowego miejsca, chciałam, aby wszystko miało swoje miejsce. Aby moja przestrzeń (zarówna ta w znaczeniu dosłownym, jak i metaforycznym) była uporządkowana, przemyślana.

O Annie Mularczyk-Meyer, którą może część z Was kojarzy jako Ajkę, ani o jej blogu www.prostyblog.com nie słyszałam nigdy wcześniej, a szkoda. Dlatego zacznę od końca i zdecydowanie polecam Wam Minimalizm po polsku oraz bloga, którego powoli nadrabiam.

Co takiego genialnego jest w tej książce?

Zacznę od stylu pisania Ajki. Jest on naprawdę lekki, przez co książkę czyta się jednym tchem. Jednak to nie oznacza, że treść jest tak samo lekka i przystępna.

Na pierwszy ogień poszło rozprawienie się ze stereotypowym myśleniem o minimalizmie. Tutaj się przyznaję: ja też sądziłam, że minimaliści żyją w sterylnych pomieszczeniach, gdzie nie ma miejsca na obrazy, zdjęcia, a ich szafa zmieściłaby się w bagażu podręcznym.

Dalej Ajka podaje przyczyny nadmiernego konsumpcjonizmu wśród Polaków, które wynikają przede wszystkim z historii naszego kraju, a dokładnie z czasów komunizmu. A potem przechodzi do meritum, czyli pokazuje jak minimalizm powinien wyglądać na wielu płaszczyznach: materialnej, finansowej, duchowej. Jednocześnie nie jest przy tym „nachalna”, nie podaje sztywnych reguł, a raczej wskazówki, drogowskazy, które możemy pod siebie dostosować. Dużym plusem są historie z jej życia, które jeszcze lepiej oddają, o co dokładnie chodzi w minimalizmie.

Tytuł książki nie jest przypadkowy. Autorka dostosowuje pojęcie minimalizmu pod polskie realia, a to bardzo ważne. Wszak daleko nam chociażby do sąsiadów zza zachodniej granicy (mam tu na myśli zarówno zarobki jak i mentalność).

Co jeszcze mi się podoba? Brak narzucania swojego toku myślenia. Uważam to za rzadkość w dzisiejszych czasach, kiedy to każdy uważa, że JEGO punkt widzenia jest tym jedynym i słusznym. Autorka na samym początku wspomina, że w życiu chodzi o harmonię ze swoim wewnętrznym „ja”, dlatego jeśli szeroko rozumiany minimalizm Ci nie pasuje, to się do tego nie zmuszaj. Można żyć w bogatym barokowym pałacu, a mimo wszystko czuć się dobrze, spokojnie i prowadzić uporządkowane życie.

Mogłabym w nieskończoność rozpływać się nad tą pozycją, ale nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów. Napiszę tyle: Minimalizm po polsku uważam za jeden z najlepszych zakupów ostatnich miesięcy. Z miłą chęcią do niej wrócę, chociażby po to, aby zaznaczyć najbardziej osobiste dla mnie fragmenty. Co jest dla mnie równie ważne, to fakt, że moja Mama rozpoczęła lekturę tejże książki (a uwierzcie mi, zazwyczaj patrzy krzywym okiem na wszystkie pozycje, które jej polecam ;)).

P.S. Wybaczcie za brak własnego zdjęcia, ale zapomniałam wziąć aparatu do domu.

sobota, 20 września 2014

7 złotych żywieniowych zasad

Dzisiaj przedstawię Wam 7 złotych zasad, do których staram się stosować. Jeśli się zawsze ich trzymam, nigdy nie grozi mi to zboczeniem z toru, jakim jest zdrowe odżywianie ;)
  1. Obowiązkowe 3 główne posiłki. Ma być zdrowo i dużo (co nie jest równoznaczne z przejadaniem się).
  2. Skup się tylko na jedzeniu. Poczuj każdy kęs, rozkoszuj się zapachem. Miałam kiedyś głupi nawyk jedzenia przed laptopem czy TV. Odkąd zaczęłam unikać tzw. „rozpraszaczy” i jestem tylko ja i posiłek, zauważyłam, że jem mniej. Po prostu szybciej dostrzegam, że mój mózg mówi „dość”, a i doznania smakowe są lepsze J
  3. Woda, woda, dużo wody. Banał, ale sprawdza się zawsze, szczególnie gdy na przykład wiem, że za pół godziny będę w domu i muszę tylko na chwilę poskromić swój głód.
  4. Używaj małego talerza. To sprawi, że wszystko, co nałożysz, będzie wydawało się wielką porcją i będzie znacznie mniej miejsca na „ach, wezmę sobie jeszcze jedną łyżkę”. Tyle że w praktyce zazwyczaj na jednej się nie kończy…
  5. Nigdy nie jedz czegokolwiek prosto z opakowania. Bardzo łatwo jest wtedy stracić kontrolę nad ilością. Poza tym takich rzeczy często nie rozpatrujemy jako „posiłek”.
  6. Białko na śniadanie. Owsiankę czy kaszę jaglaną bardzo lubię w wersji śniadaniowej, ale odczuwam po nich głód czasami po niecałych dwóch godzinach. Dopiero solidna porcja jajecznicy z rana jest w stanie zająć mój żołądek nawet do 4h!
  7. Czy jesteś na tyle głodna, że masz ochotę na jabłko? Pytanie sprawdza się idealnie w wielu przypadkach ;)


Krótko i na temat.
Udanej niedzieli! J